Historia dla ruchu psychodelicznego stworzona dzięki wsparciu Auryn Project
Autor: David Alder
Tłumaczyła: Joanna Triss Baron

Nazwiemy ją Pala

Learie miała dwadzieścia osiem lat, kiedy założyła swoją psychodeliczną firmę. Nazwała ją Gaia Health.
Psychodeliki stanowiły główną część jej życia już od ponad dziesięciu lat. Była pewna, że to jej powołanie.

Już od najmłodszych lat czuła, że coś jest nie tak ze światem, w którym żyje. Jako nastolatka miała świadomość nie tylko wojny za granicą i przemocy na miejscu, lecz również apatii, rozłączenia i niesprawiedliwości.



To świat cierpienia.

Learie po raz pierwszy spróbowała LSD, kiedy była w trzeciej klasie liceum, razem z dwójką przyjaciół, na polu pod dębem. Świat i jej poczucie siebie zdezintegrowały się w miliard ciał tańczących na niciach rąbka szaty Shivy. Wielkie bóstwo grzechotało i wirowało obracając się niczym gwiazdy wplecione w taniec wieczności.
Jak to możliwe, że żyjemy w takim cierpieniu, kiedy wszechświat tańczy?

Learie była świadkiem, jak jej ojciec umiera.
Spotkała swoje przyszłe dziecko. Zapłakała nad pięknem zachodu słońca.
Ponownie zapłakała nad faktem, że pozwoliła sobie opuścić tak wiele z nich.

Przez cały ten czas ani na chwilę nie ruszyła się spod dębu.

Po tym doświadczeniu Learie po raz pierwszy w życiu prawdziwie przytuliła. To było:
Widzę cię, twoje cierpienie, twoje marzenia, twój strach. W tej chwili przytulam cię takiego, jakim jesteś, niedoskonałego, doskonałego.



Przytuliła swojego ojca, który był wdzięczny, lecz nie mógł pojąć, dlaczego jego córka płacze i ściska go tak mocno.

Learie nie była pierwszą osobą, która uwierzyła, że w pewien sposób psychodeliki mogą pomóc światu. W zasadzie nie była nawet tysięczną. To właśnie jest zabawne w psychodelikach – odnajdujesz je na swój własny sposób, załamany, otwarty, nakręcony. Uświadamiasz sobie, że istnieje coś więcej niż doświadczenie zmysłowe – coś na zewnątrz, coś głębokiego, wiecznego, czekającego aż to odkryjesz. Zaczynasz rozumieć, że nie jesteś sam. Na tej drodze są tysiące ludzi, może więcej.

Learie odkryła całą nową społeczność. Było w niej pełno niezwykłych osób starających pracować na rzecz uzdrowienia świata.

Learie nazwała swoją firmę Gaia Health. Do tego momentu psychodeliczny krajobraz uległ zmianie. Powstały nowe medyczne ramy badań nad MDMA i psylocybiną oraz nowe prawodawstwo dotyczące stosowania psychodelików, które kilka lat wcześniej było nie do pomyślenia. Miasto za miastem, stan za stanem powstawały inicjatywy dążące do dekryminalizacji i legalizacji. U podstaw tych zjawisk była radykalna zmiana opinii publicznej. Psychodeliki wróciły z kulturowego wygnania.

Learie nie była terapeutką. Była sprzedawczynią, opowiadała historie. Miała jednak mnóstwo pasji i charyzmy. Miała wizję. Ludzie podążyli za nią. Learie stworzyła zespół terapeutów, mających lata doświadczeń jako psychodeliczni przewodnicy.

Jej plan był prosty – stworzyć klinikę terapii psychodelicznej; od przyjęcia i przygotowania, przez same doświadczenia psychodeliczne po pracę integracyjną: proces odnajdywania sensu w tym, co się wydarzyło i zastosowań otrzymanych lekcji w życiu codziennym. Kliniki Gaia miały być piękne – rozświetlone słońcem, pełne roślin. Miały stanowić sanktuaria do kontemplacji, introspekcji i leczenia.

W tych początkowych dniach Learie prawie nie spała. Leżała przytomna, a problemy tego świata przesiąkały przez zasłony jej umysłu niczym samochody na sygnale przejeżdżające ulicą.

W inne noce to pomruk możliwości nie pozwalał jej zasnąć. Oto znajdowała się na granicy systemowej zmiany, każdą ciężką cegłą budując most do lepszego świata. Gaia Health miała przybliżyć psychodeliczną medycynę ludzkości.

Kiedy planowanie biznesu przytłaczało ją, Learie udawała się do tego miejsca w swojej głowie – miejsca rozświetlonego nadzieją na to, jak może wyglądać świat.

Biznesplan Gaia:
Wizja

Kiedy pacjent wchodzi do Gaia Health, czuje, że jest na swoim miejscu. To uczucie to poczucie komfortu; bycia kochaną i przytulaną; poczucie bezpieczeństwa. Jeśli Gaia osiągnie swój potencjał, pacjenci zabiorą ze sobą to uczucie wychodząc. Gaia będzie sanktuarium.

Kiedyś będziemy mieć centrum terapeutyczne w każdym mieście. W mniejszych miastach będziemy mieć placówki, co zapewni dostęp do świętej medycyny każdemu, kto może jej potrzebować.

Jeśli czymkolwiek zasłyniemy, będzie to nasza troska i współczucie dla ludzi, których leczymy.


Koleżanka spytała Learie przy kawie, dlaczego planuje w tak dużej skali. Dlaczego nie wystarczy jedna klinika – miejsce, gdzie Learie będzie mogła obserwować jak zachodzi lecznicza transformacja, pacjent po pacjencie? Cóż może być bardziej satysfakcjonującego?

Learie była zaskoczona. Czy to nie oczywiste? Psychodeliczna medycyna osiągała przełomy w każdej dziedzinie, od uzależnienia, przez depresję po zespół stresu pourazowego. Jesteśmy chorym społeczeństwem. To są nasze objawy. Jesteśmy dotknięci chorobą: brak empatii.

Owszem, mogłaby postawić jedną klinikę. Mogłaby pomóc leczyć dziesiątki pacjentów. Mogłaby patrzeć, jak zdrowieją. Byłoby to wspaniałe życie. Jej część właśnie tego pragnęła – zmiany w skali człowieka. Ale żyjemy w epoce katastrofy klimatycznej, systemowego rasizmu i niekończącej się wojny. To nie moment na małe idee. To nie moment na stopniowe zmiany. Learie mogła zbudować jedną klinikę lub mogła zbudować ich tysiąc. Mogła leczyć setki albo mogła leczyć miliony. Learie nie rozumiała, dlaczego jej koleżanka jest wobec tego sceptyczna.

Kiedy straciła czujność, Learie poczuła się przytłoczona pilnością – rozpaczliwością – chwili. Jej nadzieja na psychodeliczną przyszłość była jej tarczą, jej zbroją. Czuła się na odpowiednim miejscu, żeby coś z tym zrobić – a nie tylko być pasywną obserwatorką zbiorowego upadku ludzkości. Learie poczuła powołanie. Wierzyła, że niemal nie ma wyboru.

Argumentowała, że wielkoskalowe rozwiązania dla psychodelicznej terapii są nieuniknione. Psychodeliczna terapia zapewniała przełomowe wyniki w zakresie poprawy zdrowia psychicznego. Były miliardy dolarów do wzięcia dla firmy, która zdobędzie uznanie. Sam tylko światowy rynek antydepresantów był wart 15 miliardów dolarów. A to był tylko wierzchołek góry lodowej.

Już powstawały korporacje, napływał kapitał wysokiego ryzyka i machina handlu zaczynała ożywać. Wszystko to nasuwało pytanie: jeśli nie Learie, to kto? To miało się wydarzyć. To już się działo. Na cóż lepszego mogła liczyć społeczność, niż na kogoś ze swoich u sterów; kogoś, kto podzielał jej wartości i etykę, kto szczerze wierzył w zdolność psychodelików do kulturowej transformacji.

Zbudujemy lepszy świat, powiedziała koleżance. To będzie nasza własna utopia. Nazwiemy ją Pala.


Nie wspomniała o tym – w zasadzie, rzadko sama przyznawała się do tego przed sobą – ale było coś upajającego w tym pociągu do psychodelicznej wielkości. Ze swoimi kompetencjami biznesowymi i statusem zaufanej osoby w społeczności psychodelicznej czuła się wyjątkowo wykwalifikowana, żeby nieść pochodnię ruchu – nie, właściwie ciężar – w danym momencie.

Gaia Health – Prezentacja dla Inwestorów

Poczuła się surrealistycznie, kiedy pierwszy inwestor wręczył jej czek. 200 tysięcy dolarów. Dostęp do swojej sieci. Learie nie mogła nic poradzić na to, że jej uwaga skupiała się głównie na tym jak bardzo pocą się jej ręce i jak głośno bije jej serce.

Zanim się spostrzegła zebrała 2 miliony dolarów i Gaia dotarła do przełomu.

Pierwszą pacjentką Gaia Health była kobieta w wieku Learie. Była ofiarą napaści seksualnej. Trzy miesiące później Learie otrzymała list.

Droga Learie,

Po raz pierwszy od dziesięciu lat czuję, że to, co było więzieniem szarych ścian zyskało okno.

 Światło wpada przez nie do środka, grzejąc moją twarz, grzejąc moje ciało, mówiąc mi, że jestem kochana. Po drugiej stronie tego okna jest życie, którym mogłam żyć przez ten cały czas.

Każdego dnia od czasu tej podróży okno rośnie. Któregoś dnia być może stanie się wystarczająco duże, żeby udało mi się przez nie przejść.

Trzy miesiące temu prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu głęboko odetchnęłam.

Nie wystarczy powiedzieć, że Ci dziękuję. To nie była przysługa. To nie był nawet dar. To było błogosławieństwo. Dziś w moim życiu jest łaska.

Myślę, że zrozumiesz, co mam na myśli, jeśli powiem „wszystko jest”. To jest. To jest. Ale Ty to zrobiłaś i odmieniło to moje życie.

Z miłością i podziwem,
Dee.

Nie wygląda na to, aby istniało coś takiego jak flashback po LSD. Ale w tej chwili, odkładając list, Learie poczuła jakby znów znalazła się na rąbku szaty Shivy, pośró miliardów ciał pośród miliardów gwiazd, kołysząc się w kosmicznym tańcu. Realizuję swój cel na tej planecie.

Gaia Health od samego początku odnosiła sukcesy. Kiedy w jej klinice w Williamsburgu na Brooklynie lista oczekujących wydłużyła się do przyszłorocznych terminów, Learie postanowiła zbudować drugą klinikę po drugiej stronie mostu. Do tego momentu jej „pomysł” sprawdził się na tyle, by bez problemu zebrać drugą rundę finansowania. Tym razem było to 7 milionów dolarów. Szybko przystąpiła do rozwoju – Los Angeles, San Francisco, Chicago, Austin i Denver.

W całym swoim życiu Laurie nigdy nie czuła się tak naładowana energią. Każda chwila płonęła możliwościami. Ludzie na całym świecie potrzebowali psychodelicznej medycyny. Gaia Health dostarczała im ją.

PSYCHODELICZNE START-UPY WYRASTAJĄ JAK GRZYBY PO DESZCZU

W ciągu dwóch miesięcy w kraju pojawiło się czterech konkurentów; Eleusian, Somatiq, Cosmosis i Project OM.

Każdy był stworzony przez nowicjuszy – psychodelicznych outsiderów z kompetencjami biznesowymi i mocnym wsparciem finansowym – którzy dostrzegli ogromne możliwości ekonomiczne w branży psychodelicznej.

Analiza biznesowa: Psychodeliczna medycyna

Learie była zaskoczona, kiedy w całym mieście zaczęły pojawiać się reklamy promujące usługi takie jak jej za ułamek ceny.

Jak to możliwe? Oto nowojorskie metro oklejone reklamami obiecującymi zapewnienie usług oferowanych przez Gaię za o wiele niższą cenę.

Learie poczuła chłód, którego głębi jeszcze nie umiała określić. To było większe niż jej biznes.

Szybko okazało się, że Gaia ma problem. Wraz z rosnącą konkurencją lista oczekujących skróciła się o połowę i znowu o połowę. Na niektórych rynkach całkowicie zniknęła. Po raz pierwszy od początku istnienia Gaia miała puste sale terapeutyczne w godzinach szczytu. Firma znalazła się daleko od swojego przewidywanego tempa wzrostu. Co gorsze, po wdrożeniu w życie planów rozwoju w pięciu miastach, Learie znowu musiała zacząć zbierać środki.

Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że jej inwestorzy byli zaniepokojeni. W Gaia Health ulokowali niemal 10 milionów dolarów. Dla niektórych z nich był to po prostu rozsądny wybór – nowe leczenie zdrowia psychicznego połączone z ciekawym wątkiem kulturowym; przełomowa technologia z wysokim potencjałem wzrostu.

Inni wierzyli, że Gaia to solidny pomysł biznesowy, ale przede wszystkim zostali przyciągnięci jej potencjałem wpływu. Niemal wszyscy inwestorzy mieli w rodzinie lub w gronie przyjaciół osobę cierpiącą z powodu uzależnienia, depresji, lęku lub traumy. Byli to majętni ludzie, którzy postanowili wykorzystać swój majątek i majątek powierzony im przez innych, żeby umożliwiać pozytywną zmianę świata.

Czy może być coś o większym znaczeniu niż transformacja zdrowia psychicznego odblokowująca ludzki potencjał do życia pełnią życia, które ma znaczenie?

Lecz ci inwestujący w zmianę świata inwestorzy, jak ich koledzy, odpowiadali przed własnymi inwestorami – firmami, funduszami i fundacjami, które zebrały środki, oczekując zwrotów. Wpływ na świat to tylko idea, jeśli firma nie przynosi zysków. Wpływ na świat może być duszą, ale zysk jest sercem.

Nagle Gaia znalazła się w sytuacji zagrożenia nie tylko przez brak generowanych zwrotów z inwestycji, lecz przez całkowitą porażkę.

Kiedy stanęła przed swoimi inwestorami, Learie poczuła się mała. Poczuła, jakby przez cały ten czas udawała: dziewczynka odgrywająca rolę businesswoman. Kiedy poprosiła o więcej pieniędzy kazali jej mówić głośniej.

Gaia musiała się zaadaptować. Rośnij albo umrzyj. W tej chwili było to tak proste. Pojęcie terapii psychodelicznej stało się rzeczywistością rynkową – rynkiem, który już zdążył się podzielić: niższe ceny, żeby spełnić masowe oczekiwania, wyższe ceny, żeby zapewnić luksusową usługę. Gaia utknęła w środku. I przegrywała na obu frontach.

Inwestorzy zaprezentowali Learie serię żądań.

Wymagane poprawki konkurencyjności: Gaia Health

Learie nie odpowiedziała od razu.

Siedziała w swium biurze w domu. Mąż przyniósł jej herbatę. Powiedziała, że nie chce rozmawiać.

Wydawało się oczywiste, że odmówienie inwestorom oznaczało koniec Gai. Oznaczało to stawienie czoła każdemu, kogo kochała – mężowi, rodzinie, znajomym i mentorom – i powiedzenie im, że zawiodła. Co więcej, firma zatrudniała obecnie ponad sześćdziesiąt osób, które liczyły na nią, żeby móc utrzymać siebie i swoje rodziny. Ponad tuzin pracowników powiedziało jej, że to najlepsza praca, jaką kiedykolwiek mieli i że wykonują teraz najbardziej znaczącą pracę, jaką są w stanie sobie wyobrazić.


Na ścianach wisiały dziesiątki listów od pacjentów Gaia Health – osób takich jak Dee, cierpiących i w mroku, którzy dzięki psychodelicznej terapii po raz pierwszy dostrzegli światło.
Byli to ludzie, których miała nigdy nie spotkać – ludzie z całego kraju, o historiach życia, których miała nigdy nie poznać, którzy znaleźli czas, żeby ją znaleźć i napisać do niej tylko po to, żeby podziękować.

Pamiętam, jak piękne było wszystko, wszystko dookoła mnie, każda chwila. Nie wiem jak mogłam kiedykolwiek zapomnieć, że

czuję, że przez ten cały czas miałam na sobie ciężki pancerz i wczoraj go zrzuciłam
Zobaczyłam moją mamę, już zmarłą. Czułam, że to musi być ona – kochać swoje dziecko tak bardzo i tak kiepsko, jakże winna musiała się czuć. Powiedziałam, że jej wybaczam

Zmieniłaś moje życie. Nie mogę wyrazić, jak wiele to znaczy
.

Learie rozpłakała się.

Jaką inną opcję miała? Porzucić tę drogę oznaczało porzucić tych ludzi – jej pracowników, jej pacjentów i wszystkich w ich życiu dotkniętych pracą wykonywaną w Gaia Health. I porzucić ich w imię czego? Dla klinik wspieranych przez Wielki Biznes. Dla zasilanej prywatnym kapitałem opieki zdrowotnej. I, co nieuniknione, w szpony Big Pharmy.

Learie nie znała swoich konkurentów osobiście. Wszyscy wcześniej zajmowali się finansami i konsultingiem. Nie ufała im – ich intencjom i motywacjom, ich zasadom i etyce. Jeśli Gaia zniknie, kto pozostanie? Jaka nadzieja pozostanie dla psychodelicznej transformacji – dla prawdziwej systemowej zmiany – w świecie nastawionych na zysk klinik prowadzonych przez absolwentów prestiżowych szkół biznesowych?

Learie musiała podjąć decyzję: mogła zrzec się kolejnych trzydziestu procent własności na rzecz inwestorów lub zaryzykować całkowitą porażkę.

Rano wiedziała już, co robić.

Na bloku papieru zapisała wszystkie sposoby, w jakie Gaia może zaadaptować się do obecnej sytuacji. Pisała ołówkiem. Często używała gumki. Do popołudnia była gotowa, by zaprezentować efekty swojej pracy inwestorom.

Gaia Health: Plan adaptacji

Wprowadzone przez nią zmiany zadziałały.

Gaia wróciła do gry i jej udział w rynku wzrastał. Przypominała sobie, żeby to przeformułowywać: Gaia wróciła do gry i mogła w zadziwiający sposób pomagać pacjentom.

Spodziewała się, że te poprawki odniosą skutek. Była jednak zszokowana, kiedy zobaczyła, jak szybko jej konkurenci je podłapali. W zasadzie trzy miesiące po wprowadzeniu w życie zmian, Eleusian i Cosmosis obniżyły ceny o dodatkowe 25%. Obie firmy przyspieszyły również swój rozrost, otwierając średnio cztery nowe kliniki miesięcznie w całym kraju. Tempo zmian było porażające.

Im więcej dowiadywała się o poczynaniach swoich konkurentów, tym bardziej rósł jej sceptycyzm. W szczególności Eleusian wydawał się bezwzględny w swoim apetycie wzrostu. Jak dotąd mieli najbardziej konkurencyjne stawki, nawet po zmianach w Gai i Learie nie wyobrażała sobie w jaki sposób mogliby ponownie je obniżyć.

Dowiedziała się tego, kiedy znajoma przesłała jej zdjęcie z nowego plakatu rekrutacyjnego przypiętego do tablicy ogłoszeń w domu opieki.

Eleusian jako pierwszy zorientował się, że pula terapeutów wykwalifikowanych do prowadzenia terapii wspieranej psychodelikami kurczy się. Szybki wzrost rynku oznaczał również, że wzrósł popyt na nie będących terapeutami „facylitatorów”. Niedobór kwalifikowanych facylitatorów – rolę tę pełnili wcześniej członkowie podziemnego ruchu psychodelicznego – stworzył wąskie gardło spowalniające rozwój i wzrost branży.

Prawnicy Eleusiana jako pierwsi wykorzystali szarą strefę zaleceń rządzących medycznym zastosowaniem psychodelików, a mianowicie to kto musiał być przy tym obecny i kiedy. Było zbyt mało regulatorów, by zapewnić znaczący nadzór. Eleusian ryzykował, że dostanie po łapach za słabe procedury. Jednak było warto za udział w rynku, jaki zyskali.

Znaczna większość psychodelicznych klinik była mała. Ale to szybko się zmieniało. Dziesiątki terapeutów i uzdrowicieli w całym kraju budowało małe kliniki, zbierało zasoby, żeby umożliwić ich działanie i poprawić życie pacjentów. Duch współpracy kwitł. Ci założyciele byli zazwyczaj gorącymi zwolennikami równego dostępu. Leczyli i zatrudniali niezwykle różnorodne spektrum ludzi. Wykonywali świetną robotę. I niemal wszyscy z nich byli zagrożeni porażką.

Konkurowanie z dużymi firmami było dla tych klinik niemożliwe. Nie miały odpowiedniej skali. Nie miały budżetu na marketing. Wielu z nich brakowało jakiegokolwiek doświadczenia biznesowego.

Zaiste były to trudne czasy. Właściciele lokalnych klinik psychodelicznych mieli problem z konkurowaniem z graczami, którzy mogli wydać więcej na marketing w danym mieście, niż klinika była w stanie zarobić w rok. Nie była to kwestia wartości, integralności ani autentyczności. Była to kwestia zasięgu. W dobie Internetu szybko rosnące start-upy psychodeliczne zamieniły swoje biznesy w marki. Zgromadziły armie influencerów i celebrytów. Project OM właśnie domknął ekskluzywną współpracę z Goop.

Duże firmy używały swoich zasobów, żeby przejąć megafon. Robiąc to zyskały kontrolę nad narracją. Spragnieni przełomowych metod leczenia pacjenci, nie widząc alternatywy tłumnie gromadzili się w ich klinikach.

Learie w końcu poddała się presji inwestorów, by zatrudnić Dyrektora Technicznego. Rywalizacja o wykorzystanie postępu technologicznego w terapii psychodelicznej robiła się coraz ostrzejsza. Wszyscy śmiali się, kiedy Dyrektor Techniczny zapowiedział „nowy rodzaj mobilnej integracji”.

Jak wyjaśnił, automatyzacja integracji była głównym czynnikiem obniżającym koszty, pozwoliła bowiem nie tylko zaoszczędzić czas, ale również łóżka. Kluczowe dla tego sukcesu było przekonanie pacjentów, że cyfrowa społeczność była równie wartościowa i znacząca, co „namacalna”.

Po sesji każdy pacjent Gai miałby otrzymywać odręczną notatkę od swojego przewodnika. Gaia miałaby stworzyć forum – Drzewo Życia – na którym pacjenci mogliby wymieniać się swoimi historiami i wspierać się nawzajem po terapii. Firma miałaby prowadzić rozmowy na żywo z influencerami zajmującymi się zdrowiem i wellness.

Jak miało się okazać, społeczność było łatwiej sfabrykować niż powołać. Cyfrowe rozwiązanie było optymalne z finansowego punktu widzenia. Z czasem okazało się, że jest też sukcesem. Firma rzadko otrzymywała skargi na temat jej protokołu integracji.

Niektórzy w społeczności psychodelicznej oskarżali Learie o prowadzenie terapii na zasadzie „zażyj i wyjdź”. Jedna, szczególnie bolesna uwaga brzmiała: Ustawiasz ich w rzędzie jak krowy, doisz ich i wyrzucasz na ulicę. Ludzie powtarzali, że to, czego naprawdę pragnęli pacjenci, to społeczność i poczucie przynależności. Natomiast rynek mówił, że chcieli psychodelików.

Gaia nie sprzedawała tego w ten sposób, ale było jasne, że kulturowy obraz psychodelików przedstawiał je jako swego rodzaju „cudowny lek” – praktycznie leczący wszystko, co tylko mogło przyjść do głowy.

To było tak bardzo amerykańskie – obsesja na punkcie „jednej pigułki” na rozwiązanie wszystkich problemów. Jedna pigułka na ciało, jakiego pragniesz. Jedna pigułka dla twojego umysłu.

Na początku Learie była przekonana, że prawdziwa praca zaczyna się po doświadczeniu psychodelicznym – Integracja przez duże I. Ale było to trudne do przeprowadzenia. I jeszcze trudniejsze do spieniężenia. Gaia wciąż zmagała się ze znalezieniem odpowiedzi na pytanie, jak to zrobić, podczas gdy już była przeciążona popytem na samą terapię psychodeliczną. To było oczywiste. Autentycznie wyglądało na to, że ludzie otrzymywali pomoc. Gospodarka była niesamowita.

Jak przewidział Eleusian, szybki wzrost liczby dostawców terapii psychodelicznej było wyzwaniem dla regulatorów. Nie było oczywiste, co dokładnie kwalifikowało się jako wskazania do leczenia; depresja czy „ogólna chandra”? Zespół stresu pourazowego czy trudne, potencjalnie traumatyczne doświadczenia? Alkoholizm czy o kilka kaców za dużo?

Walka o psychodeliczny biznes odbywała się na wielu frontach. Kliniki leczące pacjentów były częścią tej wojny, ale nie największą. Firmy rywalizowały patentując nowe metody syntezy substancji; celem było stworzenie „oryginalnych” psychodelików przeznaczonych do wąskiego spektrum zastosowań, o konkretnym czasie działania lub danych efektach; zaakceptowanie preparatów z mikrodawkami jako suplementów codziennego użytku do stabilizacji nastroju i poprawy funkcji kognitywnych; stworzenie psychodelicznych hospicjów; psychodelicznych ośrodków medytacyjnych, ośrodków rehabilitacji; ustalenie zasad pokrycia przez ubezpieczycieli a nawet stworzenie nowych, skupionych na zdrowiu psychicznym firm ubezpieczeniowych. Departament Obrony finansował firmy zajmujące się leczeniem zespołu stresu pourazowego u weteranów jak również badaniem psychodelików natychmiast uwalniających od traumy na polu bitwy i innymi „tajnymi” projektami.

Pomimo tych zmian, ich złożoności i tempa, Gaia przetrwała.

W tylnej szufladzie szafki ze starymi papierami Learie znalazła swój dziennik z młodości. W nim znajdował się zapis jej pierwszego doświadczenia psychodelicznego.

Czułam, że w tej chwili nie ma „mnie”; nie ma pola, nie ma dębu. W ich miejscu było… wszystko. Przyjaciele, rodzina, bliscy, nauczyciele, kontynenty i oceany, niebo.

To nie był koncept wszechświata. To było doświadczenie, niczym sto tysięcy wodospadów, nieskończoną ilość razy. To uczucie jest przerażające. Jest także wyzwalające. Jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy mogli tego doświadczyć? Jak można tego doświadczyć i robić cokolwiek innego niż kochać?

Learie czytała przy biurku, z kawą w ręce, dziennik rzuciła na górę wielkiego stosu raportów. Powiadomienie o nowej wiadomości zabrzmiało w tle niczym metronom. Słowa te zasmuciły ją. Wydawało się, jakby przemawiały do niej z innego życia.

Jak tylko skończyła czytać, jej uwagę przykuł e-mail:

San Francisco – Associated Press

Dwie z najszybciej rosnących firm w branży zdrowia psychicznego ogłosiły dzisiaj fuzję, kiedy zlokalizowany w Dolinie Krzemowej Eleusian przejął pochodzący z Chicago Project OM.

„Przez ostatnie trzy lata Project OM był pionierem w tworzeniu psychodelicznych ośrodków medytacyjnych, które zyskały niezwykłe uznanie konsumentów”, powiedział CEO Eleusiana, Kevin Mason.

„Ustanowili swoisty złoty standard marki i doświadczenia. Project OM to iPhone w medycynie psychodelicznej. Uważamy, że idealnie pasują do naszego portfolio, ponieważ nasz wiodący w branży model cenowy jest zgodny z ich systemem.

Cena nabycia nie została ujawniona, ale źródła bliskie obu firmom szacują ją na 70 milionów dolarów.


Poniżej znajdował się inny e-mail, wiadomość przesłana przez asystenta Learie.

„Pomyślałem, że powinnaś to zobaczyć. Przepraszam, że przynoszę złe wieści. – J”

Psychodeliczny start-up i Gigant Farmaceutyczny pracują nad „Super Psychodelikiem”

Szybko rosnący w psychodelicznej branży start-up Cosmosis ogłosił ekskluzywną współpracę z Purdue Pharma w zakresie stworzenia nowego, opatentowanego, syntetycznego 5-MeO-DMT w sprayu do nosa.

Kiedy Learie stanęła przed swoimi inwestorami czuła, jak przepełnia ją zgroza. Zaczęli głośno domagać się Wyjścia.

Jak dotąd zainwestowali w Gaia Health ponad 30 milionów dolarów. Efekt, jakiego pragnęli inwestorzy, jak widać został już osiągnięty. Firma stworzyła „wystarczająco dobrą” medycynę psychodeliczną na masową skalę. Rynek zbyt szybko się zmieniał, z konsolidacjami, innowacjami i dalszą kapitalizacją. Czekanie dłużej wydawało się niebezpieczne.

Głęboko w środku Learie zawsze wiedziała, że ten dzień nadejdzie. Przy tej skali pozostały jedynie dwa możliwe kroki: sprzedać się większej korporacji lub wejść na giełdę w drodze oferty publicznej. Jedyne, co wiedziała na pewno, to że nie sprzeda firmy globalnej korporacji farmaceutycznej – sprawcom epidemii opioidowej, insulinowym szantażystom, propagandystom dezinformacji, motorom napędowym kryzysu leków na receptę. Gaia Health stanowiła życiowe dzieło Learie. Nie skończy w szponach Big Pharmy.

Jak dotąd wytrwała w tej walce osiem lat. Learie dołączyła do psychodelicznego renesansu. Przekształcił się on w rewolucję przemysłową – rewolucję w biznesie zdrowia psychicznego. Gaia była w nim od początku, surfując na fali od abstrakcyjnego pomysłu do globalnego przemysłu – przemysłu psychodelicznego.

Learie wzięła głęboki wdech. Spojrzała na każdego inwestora po kolei. Tak spokojnie jak tylko mogła, powiedziała im nie.

Learie nie została zwolniona. Nie do końca. Usunięto ją ze stanowiska CEO, wręczono 5 milionów dolarów „odprawy” i przydzielono ciche miejsce w zarządzie Gai. Wprowadzono nowego CEO – byłego partnera w Goldman Sachs, Christiana White’a. Pan White nigdy w życiu nie zażył żadnego psychodelika. Nie miał też takiego zamiaru. Był jednakże mistrzem przejęć korporacyjnych.

Sześć miesięcy później Gaia została przejęta przez Roche Pharmaceuticals za 410 milionów dolarów. „Wyjście” Gai wywołało serię zakupów dokonanych przez główne firmy farmaceutyczne. To był efekt, o jakim marzyli inwestorzy. Wielu ludzi bardzo się wzbogaciło. Learie była jedną z tych osób. Dzięki swoim 12,7% udziałów zarobiła 52 miliony dolarów. Learie została zwolniona ze swojego stanowiska w zarządzie.

Learie wyszła z biura po raz ostatni. Poczuła, jakby się budziła. Zimne powietrze uderzyło ją w twarz. Miasto ożyło dźwiękami.

Pomyślała o Gai. Firma, którą opuściła tak bardzo różniła się od firmy, którą założyła. Doniosłość tej różnicy dopiero zaczynała do niej docierać.

Gaia Health miała w tym roku zapewnić leczenie psychodeliczne tysiącom osób. Rzekomo miało to pomóc im leczyć depresję, zaburzenia lękowe, uzależnienie, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne lub zespół stresu pourazowego. Ale w rzeczywistości Learie wiedziała jak luźno podchodziło się do wymagań kwalifikacyjnych. Oczywiście na początku tak nie było. Ale, dokładnie tak jak w początkowych dniach medycznej marihuany, „rynek” dostosował się do odźwiernych leczenia. Rozwinął się cały ekosystem dostawców usług tylko czekających, by pobrać opłatę za umożliwienie wejścia. Łatwo było dostać skierowanie na terapię psychodeliczną.

„Przygotowanie” dla pacjentów Gai było przeprowadzane w postaci serii pięknych filmów wyjaśniających. Algorytm Gai porównywał odpowiedzi pacjentów z ich danymi medycznymi, by jak najlepiej zaprojektować dla nich sesję. Chociaż nie była to jeszcze informacja publiczna, Learie wiedziała, że Gaia testowała oparte na sztucznej inteligencji oprogramowanie, które przeprowadzałoby predykcyjne modelowanie behawioralne na podstawie historii przeglądania Internetu przez pacjenta i indeksowania słów kluczowych w wiadomościach tekstowych i e-mailach.

APLIKACJA GAIA

Ta „nowatorska możliwość dostosowywania” była świętym Graalem wśród największych firm. Właśnie ta część uczyniła z Gai tak łakomy kąsek dla Roche, ponieważ było oczywiste, że pacjenci tak bardzo pragnęli psychodelicznej terapii, że natychmiast oddadzą za nią niemal całe swoje prawo do prywatności. Ta informacja, razem ze zsynchronizowanymi danymi zdrowotnymi pacjenta w aplikacji Gaia dały firmie niespotykaną wiedzę o swoich konsumentach. Gaia wykorzystała to, żeby ustalić idealny moment na promocję przyszłych kuracji i reklamować produkty pacjentom. Firma była liderem w branży pod względem powracających klientów i sprzedaży stowarzyszonej.

Kiedy pacjent wychodził z sesji terapeutycznej, zostawał automatycznie objęty Zautomatyzowanym Protokołem Integracji (ZPI). ZPI oparł się na zbiorczych danych z tysięcy doświadczeń post-psychedelicznych, aby dostarczyć pacjentom idealną informację mającą pomóc we wprowadzeniu zmian behawioralnych w ich życiu.

Gaia nawiązywała partnerstwo z siłowniami, studiami jogi, usługami dostaw jedzenia i aplikacjami dotyczącymi zdrowia, wellness i mindfulness, aby zaoferować pacjentom zniżki „zmiany życiowej”, przez cały czas trwania ZPI od momentu wyjścia z terapii. Gaia otrzymywała prowizję od każdej poleconej sprzedaży.

ZAUTOMATYZOWANY PROTOKÓŁ INTEGRACJI (ZPI)

W przyszłości Gaia Health będzie oferować nowy zestaw psychodelików specjalnie zaprojektowanych do konkretnych zastosowań i czasu trwania terapii. Oprze to na sukcesie syntetycznego 5-MeO-DMT w sprayu do nosa – pod marką „Mistical” – który zapewni pacjentom „pełną dawkę” doświadczenia psychodelicznego w niecałą godzinę.

Zostaną przeprowadzone eksperymenty sprawdzające, czy pacjenci mogą otrzymać psychodelik razem z pigułką nasenną na noc, aby obudzić się z mentalnym przełomie w głowie, który na szczęście „obył się bez tripa”. Będzie to tak zaplanowane w czasie, aby równocześnie wprowadzić model dostarczania oparty na leczeniu domowym.

Gaia kwitła jako firma. Gaia, jak uświadomiła sobie Learie, była potworem. Jak do tego doszło? Wyglądało to tak, jakby firma zaczęła żyć własnym życiem, działając w interesie własnego przetrwania. Gaia wymknęła się spod jej kontroli, być może spod jakiejkolwiek kontroli. W tym momencie działało już zbyt wiele czynników; złożonych systemów, warstw na warstwach zachęt. Learie zrozumiała, że Gaia rozwinęła własne ego. Nie istnieje wystarczająco silne lekarstwo, by zachwiać umysłem korporacji.

Tego samego dnia Learie wróciła na pole, gdzie nadal stał ten sam dąb; starszy i nieco przygarbiony. Zabrała ze sobą trzy rzeczy: swój dziennik z młodości, stronę z Financial Times ogłaszającą przejęcie Gai i 200 mikrogramów LSD.

W którymś momencie, gdzieś, kilka godzin później, Learie przeturlała się na plecy. Liście dębu zaszeleściły nad nią na wietrze, kołysząc się delikatnie do jakiejś niesłyszalnej piosenki. Nie kołysząc się. Tańcząc.

Learie dotarła do ostatniej strony swojego dziennika z dzieciństwa. Tam, na pożółkłej podszewce tylnej okładki, nabazgrała myśl, którą przyniósł jej trip:

Co bym zrobiła, gdybym wiedziała, że to się wydarzy?

Jaką wizję psychodelicznej przyszłości masz w sercu?

Co zrobisz teraz, póki możesz, żeby zadbać o to, by się wydarzyła?

Obecnie możemy się rozejrzeć i zobaczyć wiele psychodelicznych modeli biznesowych. Ale to, czego naprawdę potrzebujemy, to psychodeliczne modele dla biznesu – biznesu, który wyznacza nowe standardy uczciwości, sprawiedliwości i etyki; biznesu na nowo wyobrażonego w technikolorze.

Jeśli wierzysz, że taka przyszłość jest możliwa, czas ją urzeczywistnić


Opowiadanie: David Alder
Tłumaczenie: Joanna Triss Baron


Będziemy wdzięczni, jeśli podzielisz się tą historią z innymi.

close